Perfekcjonizm – dobry czy zły?

with Brak komentarzy

Tydzień temu słuchałam audycji Andrzeja Burzyńskiego „Odwaga w biznesie„. Była ona poświęcona książce Brene Brown „Z wielką odwagą”. Andrzej tak ciekawie mówił o tym, o czym jest ta książka, że „od ręki” kupiłam audiobook. Traktuje on o badaniach autorki nad wstydem, o tym, jak to uczucie wpływa na nasze życie, jak bardzo je osłabia.  Nagranie ma ponad 9 godzin i wciąż jeszcze jestem w trakcie słuchania. Towarzyszy mi przy tym wiele refleksji i odkryć, aż… BRZDĘK!!!  Trafiła kosa na kamień! Fragment o perfekcjonizmie – zmorze, która zbyt często trzyma mnie w szachu albo ciągnie „za nogi pod wodę”. Poczułam potrzebę zatrzymania się na tym fragmencie i spisania go, gdyż jestem wzrokowcem i lepiej przyswajam podczas czytania niż słuchania. Notuję więc dla siebie i dla Ciebie szanowny Czytelniku/Czytelniczko:

Perfekcjonizm nie jest drogą, która prowadzi nas do naszych talentów i poczucia sensu w życiu – to niebezpieczny objazd

Zgodnie z badaniami Brene Brown perfekcjonizm nie jest:

 – dążeniem do świetności – nie chodzi w nim o istotne działanie i rozwój; perfekcjonizm to wiara w to, że jeżeli będziemy robić różne rzeczy w defensywie, jeśli będziemy perfekcyjnie wyglądać, to będziemy mogli uniknąć bólu kompromitacji, osądu i wstydu;

samodoskonaleniem. Raczej konsekwencją  pragnienia zdobycia aprobaty. Gdyż:

Większość perfekcjonistów wyrastała w atmosferze zadawalania innych – poprzez wyniki w nauce, wygląd, dobre maniery, sukcesy sportowe.  W pewnym momencie osoby te zaadaptowały ten niebezpieczny system przekonań – jestem tym, co osiągam i jak dobrze to robię, jak potrafię zadowolić innych, jakie mam wyniki. W zdrowych dążeniach jesteśmy ukierunkowani na samych siebie, na to w jaki sposób mogę się poprawić. Perfekcjonizm koncentruje się wokół czegoś innego – co sobie pomyślą inni.

kluczem do sukcesu – badania pokazują, że przeszkadza osiągnąć sukces. Perfekcjonizm jest związany z depresją, niepokojem, uzależnieniami, życiową niemocą, niewykorzystanymi możliwościami. To  lęk przed porażką, oceną innych, krytyką trzyma nas z dala od miejsca, w którym chcemy się znaleźć.

Perfekcjonizm  to tarcza, która dźwigamy, w nadziei że nas osłoni, tymczasem ma nas osłaniać przed wzrokiem innych ludzi. Zmagając się z perfekcjonizmem zmagamy się ze wstydem.

Perfekcjonizm to autouzależniający i destrukcyjny system przekonań, który podsyca myśl – jeśli będę wyglądać perfekcyjnie i robić wszystko w sposób perfekcyjny to będę mogła uniknąć uczuć zwianych ze wstydem, osądem i kompromitacją.

Jest autodestrukcyjny ponieważ perfekcja nie istnieje. Tak naprawdę poprzez perfekcjonizm chcemy wpływać na percepcję otoczenia, a nie na wewnętrzną motywację;  nie ma jednak możliwości aby kontrolować percepcję, bez względu na to, ile czasu i uwagi na to poświęcisz.

Jest uzależniający  – gdy nieustannie  doświadczamy wstydu, osądu i kompromitacji często zaczynamy wierzyć, że dzieje się tak dlatego że nie byliśmy dostatecznie perfekcyjni i zamiast kwestionować tę błędną myśl jeszcze bardziej umacniamy się w naszym dążeniu do doskonałości.

Wedle badań autorki większość z nas plasuje się na pewnym odcinku kontinuum perfekcjonizmu. Bez względu na to, w którym miejscu skali perfekcjonizmu się znajdujemy musimy przebyć  długą drogę od tego co sobie ludzie pomyślą do przekonania „jestem wystarczająco dobry”. Podróż ta zaczyna się od przeciwstawiania się wstydowi, odczuwania współczucia wobec samego siebie i wzięcia odpowiedzialności za własną historię, aby uznać w sobie prawo do tego kim jesteśmy, skąd pochodzimy, w co wierzymy oraz niedoskonałej natury naszego życia.

W jaki sposób obudzić współczucie do samego siebie? Poprzez:

– życzliwość wobec samego siebie,

– humanitaryzm – uznanie że cierpienie i poczcie osobistej nieudolności jest wspólnym doświadczeniem wszystkich ludzi,

– uważność, tj. zrównoważone podejście do własnych emocji; nie identyfikowanie się nadmierne ze swoimi myślami i uczuciami.

Bardzo przemawia do mnie ta powyższa „recepta na współczucie”. Perfekcjonizm i  wstyd sprawiają, że czujemy się oddzieleni od innych, odłączeni od życia. Tymczasem zrozumienie, że zasługujemy na taką samą życzliwość (od siebie samych), jaką obdarzamy innych oraz dostrzeżenie, że inni na równi z nami borykają się z cierpieniem oraz własną niedoskonałością pozwala na połączenie. Wszyscy jesteśmy tacy sami – wspaniali i niegodni, pełni oddania i popadający w złość, gniew czy niecierpliwość, zdolni do wysokich lotów i bolesnych upadków. A trzeci składnik recepty – uważność – pozwala złapać niezbędny dystans wobec samego siebie oraz zrozumieć, że jesteśmy czymś więcej niż własnymi uczuciami czy myślami.