Siła marzeń, siła zmian

Siła marzeń, siła zmian

with 3 komentarze

Muszę przyznać, że temat marzeń – czerwcowy temat festiwalu blogowego nie dawał mi spokoju. Stąd kolejny wpis. Bardziej osobisty.

Otóż za sprawą marzeń jestem na drodze zmian. A wszystko przez… niezgodę na nudne, rutynowe życie pozbawione energii, radości, „flow” – życie skupione tylko wokół pracy i obowiązków domowych, rodzinnych, okraszone czasami wypadem na jakiś warsztat rozwojowy. Praca była na początku pasją, ale z czasem zaczęłam się wypalać… Na świat przyszły dzieci – wielka radość, ale mój czas tylko dla siebie skurczył się niesamowicie. Niby nic mi nie brakowało, ale w pewnym momencie poczułam taką frustrację, znużenie, brak energii i chęci do życia, że myślałam, że to jakaś choroba…

Szukałam rozwiązań w książkach: „Biegnąca z wilkami” C.P. Estees była pierwsza; potem „The Artist’s Way” J. Cameron. To właśnie w „Drodze artysty” znalazłam ćwiczenie polegające na wykonaniu mapy marzeń. Moją pierwszą mapę marzeń wyklejałam w pokoju na podłodze – w jej centrum było zdjęcie pałacu w Nakomiadach z tytułem „Mieć zamek na skale” oraz mnóstwo zdjęć kobiet w różnym wieku. Z czasem pojawił się i „zamek” na skale (wprawdzie nie pałac, ale całkiem duży dom i też było mnóstwo pracy przy jego remoncie – taka mała analogia do Nakomiad… i rzeczywiście jest „na skale” – na grzbiecie górskim, skąd roztaczają się piękne widoki…) oraz towarzystwo kobiet – siostrzeńsko-wiedźmiński krąg:)

W październiku zeszłego roku przyszedł czas na kolejną mapę – chciałam, aby nad moim łóżkiem zawisła  nowa, aktualna. Zebrałam towarzystwo „sióstr” i każda z nas robiła swoją mapę. Tym razem w centrum mojej mapy pojawiła się duża kuchnia i duży stół, ale oprócz tematów domu, własnej przestrzeni, przyrody – bardzo ważny był wątek „nowej mnie” – w nowym zawodzie – trenera i coacha. I wszystko to „dzieje się” – oczywiście nie samo;) Właśnie kończę szkołę trenerów i coachów, a dom czeka na urządzenie. Choć kwestia przeprowadzki nie jest prosta – mieszkamy wciąż w dużym mieście, a dom jest w górach, ponad 300 km stąd. I choć chcę tej zmiany i plan przeprowadzki jest realizowany, to czuję niepokój, a czasami nawet przerażenie (opuszczenie strefy komfortu związane z totalną zmianą na wielu płaszczyznach to nie byle gratka). Pewno coś jeszcze o tym napiszę…

Wracając jeszcze do marzeń – liczę na to, iż wyprowadzka z „betonowej pustyni” do miejsca, gdzie „wrony zawracają” spełni moje potrzeby kontaktu z przyrodą: chcę słyszeć ciszę albo śpiew ptaków, czuć zapach powietrza, przejść boso po trawie, zrywać maliny prosto z krzaków…